O UPRAWORĘCZNIANIU
Aleksandra Indrian
Wywiad przeprowadzony specjalnie dla BIULETYNU INFORMACYJNEGO PTD
Ola: Przedstaw się, kim jesteś?
Michał: Mam 22 lata, jestem studentem pierwszego roku studiów magisterskich. Rok temu obroniłem pracę inżynierską z zakresu robotyki. Studiuję informatykę i od 5 lat pracuję w tym zawodzie. Staram się, w miarę możliwości, uprawiać wspinaczkę i jeĽdzić konno. Uczę się również jazdy rajdowej samochodem.
Ola: Podobno stwierdzono u Ciebie dysleksję?
Michał: Tak.
Ola: Kto pierwszy zauważył objawy, czy zasugerował badania?
Michał: Moja polonistka. Jak sądzę dlatego, że pisałem, podobno, niezłe prace, ale z masą błędów, nie tylko ortograficznych. Często myliłem litery, na przykład "p" z "b" i z "d". Często pisałem jak gdyby lustrzane odbicia liter "s" i "z".
Ola: Byłeś na badaniach?
Michał: Tak. W szóstej klasie szkoły podstawowej. Badania miały na celu zweryfikowanie podejrzenia dysleksji.
Ola: Podejrzenia się potwierdziły?
Michał: I tak, i nie. Robiłem błędy podczas pisania, ale nigdy nie miałem problemów z czytaniem. Wstępnie została u mnie stwierdzona dysleksja, ale nie udałem się na ostateczne badania, czy jak je nazywano - badania kontrolne.
Ola: Dlaczego?
Michał: Rodzice, głównie tata, stwierdzili, że nie powinienem tam iść. Uważali, że powinienem popracować nad sobą i nauczyć się ortografii, zamiast szukać wymówek. Obydwoje rodzice są polonistami. Syn dyslektyk - to w pewnym sensie "ujma na honorze". Wierzyli, że sami potrafią nade mną popracować i mi pomóc.
Ola: Udało się?
Michał: Trwało to pewien czas, powiedziałbym nawet, że zbyt długo, gdyż dopiero koło trzeciej klasy liceum zacząłem pisać poprawnie. Kosztowało mnie to sporo stresu w młodszych klasach, szczególnie dlatego, że kilku moich kolegów miało zaświadczenia o dysleksji i nie przejmowali się ortografią, pisząc klasówki.
Ola: Odstawałeś od klasy?
Michał: Raczej nie, ogólnie uczyłem się dobrze. Rozumiałem wszystko, co tłumaczyli nauczyciele. Czasami tylko słyszałem przy rozdawaniu klasówek, że praca napisana jest na czwórkę czy piątkę, ale za błędy mam obniżoną ocenę. Sądzę, że nauczyciele mieli poważny problem z ocenianiem moich prac. Na przekór genetyce i rodzinnej tradycji interesowały mnie bowiem głównie przedmioty ścisłe. Matematyka, fizyka - to były moje żywioły. Nie mogłem jednak zawieść rodziców. Ciężka praca pod okiem taty opłaciła się. Teraz mogę spokojnie pisać, nie obawiając się głupich wpadek.
Ola: Tylko tata nad Tobą pracował?
Michał: Nie, oczywiście oboje z mamą. Ja sam zresztą też starałem się, choć na początku z marnymi rezultatami. Wymieniłem tatę, bo on podchodził do tego bardziej kategorycznie, trochę tak, jakby syn z takimi problemami był dla niego czymś pomiędzy wyzwaniem a powodem do pewnego rodzaju wstydu. Rozumiałem ich, że nie wygląda to dobrze, gdy dziecko polonistów robi tak potworne błędy ortograficzne.
Ola: Powiedziałeś, że sam starałeś się pracować nad swoją ortografią. Czy to znaczy, że fakt robienia błędów Ci przeszkadzał?
Michał: W szkole podstawowej miałem drobne problemy z nauką wynikające z dysleksji. Może nie przeszkadzał mi sam fakt robienia błędów, bo nie do końca rozumiałem, dlaczego tak się u mnie dzieje, nie rozumiałem tego problemu. Dla mnie nie miało znaczenia, przez jakie "u" napiszę słowo "góra". Przeszkadzało mi jednak to, że dzieci w klasie śmiały się ze mnie, kiedy coś takiego napisałem na tablicy. A ponadto, zbyt często niektórzy nauczyciele traktowali moje błędy jako pretekst do "pogadanek uświadamiających" na temat lenistwa i nieuctwa. Często byłem przez to "na świeczniku" i to mi głównie przeszkadzało.
Ola: Czy ktoś w Twojej rodzinie miał podobne problemy? Skąd u Ciebie dysleksja?
Michał: Na początku podstawówki próbowano "przestawić" mnie, ponieważ byłem i nadal jestem leworęczny, a dość powszechne było wówczas "upraworęcznianie" dzieci. Podobnie było w przypadku mojej mamy. Była leworęczna, ale presja jej nauczycieli spowodowała, że teraz pisze prawą ręką. W moim przypadku to się nie udało. Moi rodzice szybko interweniowali w szkole i pozwolono mi być "mańkutem".
Ola:Czy teraz masz jeszcze jakieś problemy związane z dysleksja i "upraworęcznianiem"?
Michał: Często mylę lewą i prawą stronę lub mam po prostu problemy z określeniem strony. Nie mam już problemów z pisaniem, ani z ortografią. Choć generalnie piszę niezbyt czytelnie, co na przykład sprawia, że wszystkie moje podpisy diametralnie różnią się od siebie. Jest to dość kłopotliwe przy podpisywaniu się, gdy np. płacę kartą płatniczą w sklepie.
Ola: Mylisz prawą i lewą stronę? To jak jest na przykład z jazdą samochodem?
Michał: Mylę strony, ale nie gdy prowadzę. Raczej średnio nadaję się jednak na pilota. Zwykle, gdy siedzę obok kierowcy i mówię "w prawo", należy po prostu śmiało skręcać w lewo, nie przejmując się tym, co mówię. Bywa nieraz tak, że mówię skręć w lewo, a ręką pokazuję kierunek na prawo.
Ola: Czy masz też problemy z orientacją przestrzenną, z określaniem stron świata?
Michał: Raczej nie. W nowym miejscu dość szybko orientuję się, gdzie jest północ, a co za tym idzie i inne strony świata. Nie mam też problemów z "powrotem do domu" z nieznajomego mi miejsca. Być może jest to wynik "wieloletniego obcowania z geometrią przestrzenną", zarówno w liceum, jak i na studiach. Dość dobrze wypadam w testach polegających na obracaniu figur w wyobraĽni.
Ola: Wracając do Twojej leworęczności. Wszystkie czynności wykonujesz lewą ręka?
Michał: W zasadzie większość wykonywanych przeze mnie czynności wskazywałaby na fakt, że jestem praworęczny: prawą rękę mam sprawniejszą i silniejszą, używam jej przy większości zadań, czy to przy korzystaniu z noża, czy strzelaniu, prawą ręką rozdaję karty do gry. Ale zwykle lewą ręką wykonuję czynności precyzyjne, takie jak pisanie czy cięcie nożyczkami. Również inne rzeczy niezbyt pasują do osoby leworęcznej: przy strzelaniu używam prawego oka, a na snowboardzie jeżdżę prawą nogą do przodu (choć podobno - z tego co wiem - to dość częste u leworęcznych). Jeśli chodzi o pisanie, to stanowczo tylko lewa ręka wchodzi w grę. Kiedyś nawet próbowałem dla zabawy pisać coś prawą, ale efekt był dość żałosny.
Ola:Kiedy masz stanąć na jednej nodze, z zamkniętymi oczami, którą nogę "wybierzesz"?
Michał: Prawą. Prawą nogę też wysunę do przodu, jeśli ktoś mnie popchnie od tyłu w plecy.
Ola: Masz jeszcze teraz jakieś problemy wynikające z dysleksji?
Michał: Teraz w zasadzie już nie. Być może czasami piszę mało wyraĽnie, ale nie robię już żadnych błędów. Płynnie czytam.
Ola: Twój przykład dowodzi, że warto było pracować nad sobą, niż mieć "papierek", który zwalnia z obowiązku poprawnego pisania i czytania?
Michał: Zdecydowanie bardziej opłaca się ciężka praca. Zaświadczenie o dysleksji dla mnie chyba nie byłoby najlepszym rozwiązaniem. Kiedy oddaję swoje prace na uczelni, wiem, że nie muszę się wstydzić. Nie martwię się o błędy, kiedy piszę pocztówkę do znajomych, czy zwykłą notatkę w pracy. Pamiętam, że kiedy siedziałem z tatą i godzinami pisałem dyktanda, czy uczyłem się zasad ortografii - to nie było łatwo. Czasami miałem już tego serdecznie dość, ale teraz wiem, że się to opłacało.
Ola:Czyli jeżeli Twoje dziecko będzie miało podobne problemy, będziesz miał cierpliwość, żeby mu pomóc?
Michał: Oczywiście, zapewne mu pomogę, bo wiem, że samemu trudno jest się uporać z tym problemem. Chociaż ja - w przeciwieństwie do mojego taty - będę raczej szukał specjalistycznej dla dziecka pomocy i chętnie zgłoszę się ze swoim dzieckiem po taką pomoc do specjalistów. Z własnego doświadczenia wiem, że ślęczenie nad dyktandami to nie wszystko. Wiem też, że samodzielne pokonywanie tego typu trudności nie jest takie łatwe. Tym bardziej nie wolno bagatelizować tego problemu i pozostawiać dziecko samemu sobie z jego problemem, w nadziei, że mu to samo przejdzie. Mieć dysleksją to nie jest wstyd, wstydem jest nie pracowanie nad wyjściem z niej. A zapewne przy pomocy nowoczesnych metod diagnozy i terapii dysleksji znacznie szybciej można uporać się z tym problemem.
Ola: Ale ważnym jest też, aby ten specyficzny problem z nauką dziecka w porę zauważyć.
Copyright © 2003-2010 | Wszelkie Prawa Zastrzeżone
