Polskie Towarzystwo Dysleksji

Warszawski Oddział Terenowy Nr 1

02-625 Warszawa, ul. Woronicza 15 lok. 100,

tel. (22) 847-95-42, tel./fax (22) 847-95-41

  • STRONA GŁÓWNA
  • AKTUALNOŚCI
  • O NAS
  • DYSLEKSJA
  • NASZA PRACA
  • PUBLIKACJE
  • LINKI
  • KONTAKT
    • PTD poleca
    • Warto przeczytać
    • Publikacje naszych członków
    • Biuletyny
    • Zeszyt terapeuty
    • Recenzje

    DO ŚCIĄGNIĘCIA



    Statut PTD
    Deklaracja członkowska

    DYSLEKSJA. POMOC TRUDNA, ALE MOŻLIWA

    Ewa Różycka
    Przedruk za zgodą Redakcji. Gazeta Szkolna. Nr 1 z 01.01.2003 r., str. 11.

    Dawniej nikt nie słyszał o dysleksji. Uczeń albo potrafił pisać i czytać, albo nie. Nie rozczulano się nad tymi, którzy robią błędy, nie traktowano ich ulgowo. Obecnie dyslektycy mnożą się jak grzyby po deszczu. Z każdym rokiem jest ich coraz więcej. Stanowią czasem znaczną liczbę w klasie. Podaje się, że jest ich wśród uczniów od 10 do 15 proc.

    Dysleksja jest określana jako specyficzne trudności w czytaniu i pisaniu. Dzieci nią obarczone czytają tak słabo, że same się męczą, a otaczających słuchaczy ogarnia znudzenie, brak koncentracji i zainteresowania prezentowanym tekstem. Mylą podobne do siebie litery, takie jak choćby p- b, robią okropne błędy ortograficzne pisząc wyraz uwaga przez "ó" na początku wyrazu lub stawiają je na końcu w wyrazie bratu. Zachowują się tak, jakby robiły to zupełnie bezmyślnie, jakby nie znały żadnych zasad ortograficznych z wielkim uporem przez nauczycieli języka polskiego im wtłaczanych, albo umyślnie je pomijały.

    Nauczyciele irytują się. Nie mogą pojąć jak można nie nauczyć się i nie zastosować kilku prostych zasad ortograficznych. Zaczynają podejrzewać, że nieumiejętność płynnego czytania i bezbłędnego pisania wynika z lenistwa, niedbalstwa, nieuctwa i robienia na złość. Ale komu? Przecież dyslektycy nie piszą z błędami po to, aby dopiec poloniście podczas sprawdzania wypracowania, które aż się roi od "byków". Robiliby to na własną szkodę, a kto jak kto, ale uczniowie nigdy na nią nie działają.

    Najciekawsze jest to, że nie są to dzieci mało inteligentne. Wtedy można by przypisać trudności zaniedbaniu środowiska. Ich rozwój umysłowy jest prawidłowy, a czasami nawet wyróżniają się wyższą niż przeciętna inteligencją. Rodzice w większości bardzo się tym problemem interesują. Są zaangażowani i pomagają jak mogą. Gdzie zatem tkwi przyczyna?

    Skąd się bierze dysleksja?

    Spowodowana jest zaburzeniami niektórych funkcji poznawczych i motorycznych. Podłożem tych zaburzeń jest złe funkcjonowanie ośrodkowego układu nerwowego. Poszczególne rodzaje trudności mogą występować samodzielnie albo się ze sobą łączyć. Przyczyną występowania choroby mogą być czynniki dziedziczne, mikrouszkodzenia powstałe w okresie ciąży lub w pierwszych miesiącach życia, albo wady układu nerwowego. Prowadzą one do zaburzeń funkcji językowych i funkcji percepcyjno - motorycznych. Mimo tego, że dysleksja jest sporym problemem dla ucznia i może stać się Ľródłem jego niepowodzeń szkolnych, zaczyna być w modzie. Nie towarzyszy jej już wstyd. Uczniowie bez obaw się do niej przyznają. Są nawet zadowoleni z tego, że wreszcie ktoś spojrzy na nich przychylnym okiem, zainteresuje się chociażby częściowo ich problemem. Nie należą już do ogółu uczniów, nie stanowią masy, coś ich wyróżnia.

    Chyba jednak nie są w pełni świadomi tego, co im się przytrafiło. Bycie dyslektykiem nie oznacza już bycia gorszym. Uczniowie cieszą się, że będą traktowani w szkole ulgowo. Tak też zgodnie z rozporządzeniem ministerstwa edukacji narodowej powinno być. Prace pisemne uczniów winny być sprawdzane pod kątem merytorycznym (treści, wiedzy, kompozycji, stylistyki), a nie ortograficznym. Co jednak z pospolitymi dyktandami? Przecież chodzi w nich głównie o bezbłędne napisanie tekstu z trudnościami ortograficznymi. Czy zatem dyslektycy mają je pisać, skoro z góry wiadomo, że skończy się to klęską? Nawet jeśli wypiszą błędnie napisane wyrazy poprawnie, to za moment sytuacja się powtórzy. Zdarza się, że uczą się wyrazów na pamięć. Nie jest to jednak żadne rozwiązanie. A kwestia dyktand nadal pozostaje otwartą.

    Praca z uczniem dyslektycznym jest jak praca Syzyfa. Nawet jeśli są niewielkie postępy, to zawsze kamień może się osunąć i jest się w punkcie wyjścia. Wiedzą o tym dobrze nauczyciele, rodzice i dzieci. Mówi się o indywidualizacji nauczania, o podmiotowym traktowaniu ucznia, docieraniu do każdego. Ale jak jest to możliwe, kiedy klasy szkolne liczą sobie nadal po 30 osób? Jakim cudem jedna osoba w roli nauczyciela może mieć szansę na indywidualny kontakt z uczniem? Chyba tylko w marzeniach...

    Nie zaszkodzić

    Dzieciom mającym problemy w czytaniu i pisaniu, czyli w dwóch podstawowych umiejętnościach językowych, konieczna jest pomoc i zapewnienie im indywidualnego traktowania. Na chwilę obecną nauczyciel nie jest w stanie im tego zagwarantować w takim stopniu, jakby chciał.

    Uczniów mających owe trudności nie należy zmuszać do czytania w klasie na głos zbyt często. W wyniku napięcia i stresu zaczynają czytać jeszcze gorzej niż zazwyczaj. Poza tym nie mamy z tego żadnej korzyści, bowiem wówczas dochodzi do skupiania się uwagi ucznia na samym procesie czytania, a nie na rozumieniu jego treści. Nie jest celowe również publiczne wyliczanie ilości popełnionych błędów. Prowadzi to tylko do zniechęcenia i uprzedzeń.

    Pojawia się również problem rozpoznania tej dysfunkcji. Czy każdy, kto słabo czyta i pisze z błędami, to dyslektyk? Gdyby tak było, to w Polsce ich liczba wzrosłaby kilkakrotnie. Są zatem tacy, którym się zwyczajnie nie chce. Trudności natury dyslektycznej rozpoznaje się po rozpoczęciu nauki czytania i pisania. Wtedy, gdy są trudne do usunięcia mimo ogromnego wkładu pracy i przeróżnych zabiegów ze strony rodziców i nauczycieli. Bezsensowne byłoby przeprowadzanie badania w wieku przedszkolnym, choć i takie przypadki mają miejsce. Opinię wydaje poradnia po zaciągnięciu opinii psychologa i pedagoga.

    Liczba zaświadczeń rośnie. Szczególnie zastanawiają te wydawane w przeddzień matury. Czyżby przez ten cały okres nauki uczeń nie miał kłopotów, a ujawniły się one raptownie? Zastanawiające. Jak zatem poloniści mają honorować owe zaświadczenia? Czy to zaniedbanie, niedopatrzenie, czy zwykłe oszustwo?

    Tematem specyficznych trudności w czytaniu i pisaniu interesują się już wydawnictwa. Zaczyna się walka o dyslektyczny rynek. Każdy zatroskany rodzic chce pomóc swemu dziecku kupując mu chociażby ćwiczenia. Należy jednak dokonać wnikliwej analizy pomocy dydaktycznej. Jeżeli sami nie potrafimy tego dokonać, poradĽmy się kogoś, kto się na tym zna. Porada przecież nie kosztuje. Często bywa tak, że doborem kiepskiej jakości książki bardziej można zaszkodzić, niż pomóc.

    Dysleksja jest ogromnym problemem, ale tylko dla tych, którzy rzeczywiście ją posiadają.

    Copyright © 2003-2010 | Wszelkie Prawa Zastrzeżone

    Do góry